Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

EFEKT KOTA. BLOG MAGDALENY GRZEŚKOWIAK – cały tekst

z cyklu KOCIE BLOGI, CZYLI ROZMRUCZANY INTERNET

KOCIE SPRAWY NR 165-166 – LIPIEC-SIERPIEŃ 2016

Od tych zdjęć naprawdę trudno się oderwać. Są doskonałe. Idealna jest modelka, kadry i miejsca oraz talent i oko Magdaleny Grześkowiak, która tworzy fotografie pełne magii. Można je podziwiać na blogu cateffectblog.tumblr.com. Wszystkie powstały w efekcie posiadania kota. Rozmawia Ania Dąbrowska.

Ania Dąbrowska: Magdo, na Twoje zdjęcia po raz pierwszy trafiłam w zagranicznym Internecie, potem odkryłam Twój fotograficzny blog oraz profil na Instagramie i… wsiąkłam. To, co mnie w pierwszej chwili zachwyciło, to kocia odwaga. Twoja koteczka spacerowała po pniu drzewa tuż nad wodą. Kate musi być bardzo dzielna?
Magdalena Grześkowiak:
To, co popycha ją do takich eksploracji, to ciekawość, zainteresowanie każdym nowym zapachem i miejscem, z którego będzie mieć lepszy widok. Oczywiście uważam, że jest bardzo dzielna, ale chyba nie bardziej niż każdy inny kot.
Gałąź z jej perspektywy musi być całkiem bezpieczną kładką, z której nie spadnie, póki sama nie zechce zejść. Choć większość domowych kotów nie ma możliwości wlezienia na drzewo nad rzeką.

Twoja koteczka nazywa się Kate Moss, jak brytyjska top modelka. Pewnie wiele osób już Cię o to pytało, ale dlaczego wybrałaś takie imię dla kota?
Jako kociątko nie była taką puchatą kulką, lecz wyglądała dość osobliwie. Miała absurdalnie długie łapy, które uroczo plątały się podczas biegania po domu.
Miała też nieproporcjonalnie duże uszy. Nie był to klasyczny typ kociej urody, raczej taki dla koneserów, zupełnie jak atuty Kate Moss. Sama nie wiem, czy to imię przyciągnęło jej instagramowy sukces, czy po prostu tak dobrze wyczuliśmy jej naturę.


W jaki sposób Kate znalazła się w Twoim domu?
Spędzałam urodzinowy wieczór z przyjaciółmi, kiedy mój chłopak trafił na ogłoszenie jego znajomych w Internecie – pod ich dom przybłąkał się kot, oni mieli już dwa swoje, więc szukali dla niego miejsca.
Było też kilka zdjęć. Przypominała na nich palczaka madagaskarskiego, chuda o ciemnym futrze, wielkich uszach i oczach. Od razu wiedział, że to zwierzę mnie oczaruje. I się nie pomylił.


Skąd czerpiesz inspiracje do swoich fotografii? Jak w ogóle robić takie zdjęcia? Są wspaniałe. Niektóre z nich niosą w sobie wiele emocji, inne, zwłaszcza te domowe, są wyciszone. Czy masz na to jakiś sprawdzony sposób?
Wszystkie te zdjęcia powstały w wyniku posiadania kota, to trochę zapis mojej ciekawości jego ciekawskością.
Otwartość kotki na wychodzenie z domu i eksplorację pozwala mi uchwycić ją w otoczeniu innym niż cztery ściany
. Są koty, które wyglądają, jakby były stworzone do życia w mieszkaniu, wtapiają się w beże ścian, mają białe skarpetki na łapach – takie, które wyglądają na domowe bambosze. Kate jest jak stos jesiennych liści, w których widać tylko oczy, idealnie maskuje się w wysokiej trawie na łące i taki jej związek z przyrodą staram się oddać na zdjęciach. Kiedy postanowiłam opublikować swoje zdjęcia, wiedziałam, że będzie to Instagram, ale nie zdawałam sobie sprawy z „kocich społeczności”, jakie się tam rozwijają. Okazało się, że istnieje trend Adventure Cats, w który my trochę się wpisujemy, zaś dookoła niego skupione jest całe mnóstwo osób podróżujących ze swoimi kotami.
Brakowało mi czegoś takiego, z czym mogłabym się identyfikować na naszym podwórku. Znalazłam powtarzające się profile tych, którzy znajdują czas w swoich codziennych zajęciach, aby zrobić swojemu kotu zdjęcie, ot tak po prostu… i te zdjęcia były doskonałe, a ja chciałam, żeby zobaczyli je też inni. Stworzyłam hasztag i profil Sobotakota, który je zbiera w jednym miejscu. Znam te osoby właściwie tylko ze zdjęć ich kotów, ale właśnie tam, na Sobocie kota, krystalizuje się to, co myślę o dobrych kocich zdjęciach.
Aby je zrobić, nie potrzeba superaparatu, niesamowitego światła, wyjątkowej głębi ostrości, ba, nawet kot nie musi być ostry, a zdjęcie może być zrobione zwykłą komórką. Aby wykonać wyjątkowe zdjęcie swojego kota, wystarczy być ze swoim kotem.

A jeśli chodzi o plenery, to gdzie najczęściej zabierasz swoją kotkę?
Moje mieszkanie w Poznaniu jest położone obok parku, w którym zawsze tłoczno jest od ludzi i psów. Kate boi się ich i wszystkiego co większe od kozy, a to co mniejsze, stara się przegonić. Nie możemy więc wyjść sobie po prostu na spacer, bo to dla niej zbyt stresujące. Zawsze więc musi być taka mała wyprawa. Często jeździmy nad rzekę poza miasto, mamy też swoje miejsce w otulinie Drawieńskiego Parku Narodowego, gdzie powstaje najwięcej fotografii.
Niektóre rejony są prawie nieodwiedzane przez turystów, którzy trafiają tu głównie na spływy kajakowe.

Kate ma więc swój ukryty w trzcinach pomost, na którym lubi gapić się na pływające pod powierzchnią wody ryby, łąkę, na której poluje na świerszcze, stromy brzeg rzeki z podmytymi korzeniami drzew, pod które uwielbia wchodzić.
Staram się planować nasze wyprawy tak, aby mieć jak najmniej okazji do trafienia na innych ludzi. Kate widząc choćby sylwetkę człowieka majaczącą na horyzoncie, zamiera. Martwię się także o psy, których właściciele najczęściej nie prowadzą na smyczy. Walor estetyczny jest mniej istotny niż jej bezpieczeństwo, poza tym odkryłam, że z perspektywy kota – plenerem staje się niepozorna kępa krzaków, do której można wejść, wysoka trawa czy powalony konar drzewa.

Jak wygląda Twoja relacja z Kate? Kotka musi Ci bezgranicznie ufać, skoro pozwala się zabierać na długie wypady w naturę.
Kate zamieszkała ze mną, kiedy zaczęłam pracować z domu, więc od samego początku spędzałyśmy ze sobą masę czasu. Nie wyobrażałam sobie, że będę musiała zostawiać ją samą lub pod czyjąś opieką, kiedy wyjeżdżam (czyli bardzo często), ale liczyłam się z taką koniecznością. Na całe szczęście okazało się, że z łatwością opanowała chodzenie na smyczy, zupełnie nie przejmuje się tym, że kilka razy w miesiącu zdarza nam się podróżować. Kiedy jest zmęczona na dłuższych spacerach, wchodzi na ramiona i zalicza szlak, przytrzymując się delikatnie pazurkami.

Kiedy jest śpiąca, wchodzi do torby, którą zawsze zabieram dla niej jako kryjówkę, tak na wszelki wypadek. Poza swoim przygodowym obliczem, jest wielkim pieszczochem, a w mieszkaniu nie odstępuje mnie na krok. Razem gotujemy, bierzemy kąpiel i pracujemy.

Co to jest efekt kota?
To wszystkie te zdjęcia, które są już w twojej głowie, ale nie możesz ich zrobić, nie mając kota.

Dziękujemy za rozmowę!

Zdjęcia Magdy można także oglądać na jej profilu na Instagramie:
www.instagram.com/cat_effect/