Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

ZWIERZYNIEC W KAMIENICY – Alicja Szubert-Olszewska – cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 187 – MAJ 2018

Tekst:
Alicja Szubert-Olszewska

Od początku cywilizacji ludzie lubili obserwować misterium życia fauny, formy, w jakich ona występuje, jej obyczaje i psychologię. Najwygodniej robić to z bliska, dlatego idea ogrodu-zwierzyńca narodziła się bardzo wcześnie – najpierw w starożytnym Egipcie przy pałacach faraonów i przy świątyniach, potem w Chinach i w Rzymie. Przyświątynne zwierzyńce egipskie wiązały się także z zoolatrią – upatrywaniem w wielu żywych stworzeniach bóstw i wysłanników zaświatów. Antyczni Grecy mieli bardziej racjonalny, naukowy stosunek do zwierząt i tam właśnie narodziła się zoologia, a następnie zoopsychologia. Za jej ojca uważa się Arystotelesa. Jako pierwszy zaczął on rozważać kwestie zwierzęcej wrażliwości, wyobraźni i pamięci.
Starożytni stworzyli nie tylko realne zwierzyńce, ale i „zwierzyniec niebieski” – zodiak. Na dawnym Wschodzie zakładano przy pałacach władców sztuczne, poruszające się menażerie. Składały się na nie złote i srebrne mechaniczne figury inkrustowane perłami i drogimi kamieniami. W Europie od średniowiecza w rezydencjonalnych parkach hodowano do celów łowieckich okazy dzikiej, miejscowej fauny. Na dworze Habsburgów sprowadzano w tym celu nawet stworzenia egzotyczne.
Tworzenie zwierzyńców i wizerunków zwierząt wiązało się nie tylko ze sferą utylitarną, ale także z „kulturą ciekawości”, z kulturą curiositates. Od początku XVII w. zaczęto też tworzyć nie tylko żywe, coraz bogatsze zwierzyńce w parkach, ale i malowane w pałacowych salach. Wtedy też wizerunki zwierząt zaistniały po raz pierwszy jako samodzielny temat. Pełne rozmachu, barokowe, wielkoformatowe malowidła animalistyczne wypełniały galerie pałacowe, świadcząc nie tylko o łowieckich pasjach, ale i o szerokich horyzontach ich właścicieli.
Późniejszy, rokokowy zwierzyniec uległ zgodnie z duchem epoki miniaturyzacji. Ograniczono się do owieczek, króliczków i papużek. I wtedy, w końcu XVIII w. powstał pierwszy publiczny ogród zoologiczny, Jardin des Plantes w Paryżu, a potem następne – w Londynie (1828 r.) i w Amsterdamie (1838 r.). Wtedy też Europę i Amerykę zaczęły przemierzać zarobkowe, wędrowne menażerie zaspokajające potrzeby rekreacyjne i widowiskowe ciekawej dziwów publiczności.

Cywilizacja współczesna jest cywilizacją miejską, nie dziwił więc nikogo anons reklamujący „Zwierzyniec w kamienicy” . Ów zwierzyniec, w pięknej kamienicy przy pryncypialnej ulicy Warszawy, można było podziwiać w Galerii SD (aleja J.Ch. Szucha 8). Był to oczywiście zwierzyniec malowany, rysowany i rzeźbiony. Galeria wypełniła się mnóstwem zwierzęcych wizerunków, które wprost nie mieściły się na ścianach. Konie, łosie, wilki, sowy, psy, koty, ale i stwory fantastyczne w najrozmaitszych ujęciach i sytuacjach, w rozmiarach i barwach naturalnych i nadnaturalnych otoczyły widza ze wszystkich możliwych stron. Twórcom ekspozycji udało się stworzyć niecodzienną panoramę sztuki animalistycznej, zwrócić uwagę publiczności na ten rodzaj twórczości, wskazać, jak duże możliwości kryje wciąż ta tematyka, jak bywa pojemna, różnorodna i inspirująca, a także jak szeroka może być skala sposobów wyobrażania natury – od symbolicznego, magicznego, po realistyczny jej ogląd, od dramatycznych, pełnych napięcia przedstawień, po rysunki humorystyczne.

Podziwiając różnych przedstawicieli fauny zaprezentowanych na tym pokazie, nie wypada zapomnieć o kotach, zwłaszcza że na wystawie są licznie reprezentowane. Zacznijmy od nostalgicznych, tajemniczych stworzeń wykreowanych przez Krystynę Brzechwę, surrealistycznych kotów Mikołaja Maleszy, zagubionych w rustykalnym pejzażu kocich marzycieli Marioli Landowskiej, „paszportowego” cyklu Katii Sokołowej-Zyzak, wysmakowanych kolorystycznie i formalnie, niemal muzycznie skomponowanych obrazów Beaty Wąsowskiej. Dalej znajdziemy kocie akwarele Aleksandry Wiszniewskiej, utrzymane w szlachetnej konwencji zbliżonej do japońskiej metody ukiyo-e. Wiszniewska dysponuje nie tylko tą subtelną techniką, potrafi także odważnie i ekspresyjnie prezentować zwierzęta, co widać na jej monumentalnych kartonach: „Wilk”, „Łoś” czy „Sowa”.

Nie zabrakło na wystawie kota kontemplującego przemijanie czasu, narysowanego ołówkiem przez Andrzeja Bertrandta i „Kociej orkiestry” wyłaniającej się w swingowym rytmie, „biało na czarnym” z ciemnego tła pędzla Tadeusza Michaluka. Były też koty rzeźbione, duże, inteligentnie wydobyte z drewnianego pnia kocisko dłuta Miłosza Płonki, prosta w formie kotka – ceramika Mai Gasperowicz.
Niewiele jest wystaw sztuki animalistycznej, rzadko widuje się zestaw prac o tej tematyce na takim poziomie artystycznym i w takiej rozmaitości. Udaną panoramę świata zwierzęcego, jaką zaprezentowano w Galerii SD, być może powinno się pokazać powtórnie, a może mogłaby się zamienić w coś w rodzaju menażerii, w wystawę wędrowną?