Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

UŚMIECHNIĘTE OBRAZY JUDITH LEYSTER

Tekst: Alicja Szubert-Olszewska

Jeśli poszukać w historii sztuki wybitnych malarek, okazuje się, że nie jest ich tak wiele. Sytuacja w tej kwestii zmieniła się dopiero pod koniec XIX wieku i w wieku XX, kiedy to pojawiać się zaczęło nieco więcej pań uprawiających malarstwo. Nawet w baroku tak bogata w artystów Holandia może się poszczycić zaledwie kilkoma z nich.

 W siedemnastowiecznej Holandii malarzy było więcej niż rzeźników, szewców czy krawców. W jednym tylko Haarlemie w ciągu pierwszej połowy XVII wie ku namalowano dużo ponad sto tysięcy obrazów – dobrych obrazów, ponieważ cech św. Łukasza pilnował, żeby malarze-partacze nie zaśmiecali rynku sztuki. Haarlem wzbogacił się na sukiennictwie, potem na jedwabnictwie, a jego zamożni mieszkańcy nie skąpili na sztukę. W Haarlemie powstała pierwsza w Holandii akademia sztuki. Tu działał Frans Hals, Gerard Terborch oraz Jakub van Ruisdael.
W Haarlemie malowała obrazy także kobieta – Judith Leyster.


Leyster była artystką w pełni profesjonalną. Należała do malarskiego cechu św. Łukasza, a fachu uczyła się u Fransa Halsa, jednego z największych mistrzów holenderskich. Od niego przejęła też swobodny, błyskotliwy styl. Ze swoim mistrzem była zaprzyjaźniona, została nawet matką chrzestną jego córeczki. Wyszła za mąż również za malarza, Jana Miense Molenaera, o którego twórczości wiemy mniej, widać sława małżonki przyćmiła jego usiłowania twórcze. Małżonkowie mieli gromadkę dzieci, wiodło im się różnie, jak to bywa u artystów, ale byt rodzinie zapewniała raczej praca Judith, niż obrazy i machinacje finansowe jej męża. Pracą dyplomową, która dała jej dyplom mistrzowski, był „Autoportret”. Na „Autoportrecie” widzimy ją, gdy tworzy. Maluje właśnie portret mężczyzny, wesołego grajka. Pięknie ubrana, młoda, ma zaledwie 21 lat, z gracją unosi pędzel. Jest wprost czarująca. W niczym nie przypomina typowych, rubensowskich, otyłych piękności – szczupła, delikatna, ciemnowłosa.

Judith nie żyła długo, zmarła w wieku 51 lat. Została pochowana w tym samym kościele św. Bawona w Haarlemie, co jej mistrz i przyjaciel Hals, który przeżył ją o lat sześć.


 Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY Nr 137 – Marzec 2014