Tekst Alicja Szubert-Olszewska
KOCIE SPRAWY - Nr 84 PAŹDZIERNIK 2009
Plakat stał się dziedziną niszową, ostatnio znalazł azyl w muzeach i galeriach, nie jest to jednak jego środowisko naturalne, zatraca tam swoją funkcję i osobowość, stając się rarytasem kolekcjonerskim. Polska szkoła plakatu to raczej historia niż teraźniejszość, dzisiaj publiczną przestrzeń wizualną buduje się nie w pracowniach artystów, ale w agencjach reklamowych, a tam dominuje komercja, dosłowność, program estetyczny realizuje się w skali minimum, adresując go do mało wyrobionych widzów. Okres największych triumfów polskiego plakatu przypada na lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte ubiegłego wieku, mimo ograniczonych możliwości technicznych ówczesnej poligrafii, braku dobrych papierów i farb drukarskich. Wtedy też świat odkrył i pokochał polski plakat za jego malarską urodę, spontaniczność, mądrość. Kiedy na Zachodzie grafika użytkowa coraz bardziej uzależniała się od fotografii i techniki, w Polsce niepowtarzalny gest ręki artysty miał ciągle jeszcze zasadnicze znaczenie. Polska szkoła plakatu uformowała się w Warszawie, można nawet wskazać miejsce, gdzie ten fakt się dokonał: stało to się w Akademii Sztuk Pięknych, w pracowni prof. Henryka Tomaszewskiego, nad salonikiem Fryderyka Chopina. - więcej czytaj w numerze 84 - październik 2009
Jeżeli istnieje genius loci, to właśnie w tym miejscu się objawił. Jeśli oceniamy osiągnięcia polskich grafików z perspektywy pół wieku, kiedy się już wszystko ucukrowało i uleżało, wyraźnie widać, że o oryginalności i unikalności naszej sztuki plakatowej zdecydowało trzech autorów: Henryk Tomaszewski, Jan Młodożeniec i Jan Lenica - wszyscy oni byli związani z tym samym miejscem nad salonikiem Chopina. Mistrz Henryk Tomaszewski prowadził tę pracownię, Jan Młodożeniec tam studiował, Jan Lenica był asystentem profesora Tomaszewskiego. Trudno się oprzeć wrażeniu, że muzykę i plastykę, które powstawały w tym miejscu, łączyły pewne podobieństwa, jakieś wymykające się potoczności tajemnicze wpływy. Chopin był mistrzem kompozycji swobodnej i jednocześnie logicznej, tak samo można scharakteryzować koncepcje estetyczne, które rodziły się w pracowni prof. Tomaszewskiego i które przekazywał swoim studentom. W tym budynku inicjowano ważne dla polskiej plastyki użytkowej wydarzenia, tu powstało znakomite, profesjonalne pismo „Projekt", tu zrodziła się myśl zorganizowania Międzynarodowego Biennale Plakatu. Tu działały pracownie graficzne Tadeusza Kulisiewicza, Jana M. Szancera, Józefa Mroszczaka, tu wprowadzano nowoczesne metody pracy ze studentami. Henryk Tomaszewski, równie wielki artysta jak i nauczyciel, starał się w studentach wykształcić zdolność ścisłego, analitycznego myślenia, podczas korekt uczył, że z projektów należy eliminować zbędne szczegóły i detale, rezygnacja z nich sprawi, że wyłoni się lapidarny znak o niezwykłej sile i prostocie. Mówił, że nie należy popadać w samozadowolenie: „Jeśli zrobiłeś dobry projekt - podrzyj go i zrób lepszy". Był wymagającym i niekonwencjonalnym profesorem, ale studenci go uwielbiali, nazywali go ciepło „Henio". Najlepsze swoje plakaty Henryk Tomaszewski stworzył jako człowiek dojrzały, profesor. Błyskotliwy koncept, skrót myślowy, ironia sprawiały, że jego dzieła miały duszę, przyciągały oko widza jak magnes. Jan Lenica mówił, że plakaty mają kobiecą naturę, że lubią na siebie zwracać uwagę, dążą do tego, żeby swoją urodą zaćmić inne, które je otaczają. Strategia plakatu to jednocześnie obrona i atak: obrona przed otoczeniem i atakowanie uwagi przechodnia. Prace Tomaszewskiego zawsze dominowały wśród innych, prezentując jednocześnie barwę, świeżość i urodę kwiatu. Czy działo się tak również dlatego, że były wizualizacją artystyczną o wiele szerszego horyzontu filozoficznego i duchowego ich twórcy, niż wymagało tego z pozoru proste zadanie graficzne? Tomaszewski uwzględniał zawsze czynnik aktywności intelektualnej widza, zapraszał go do myślenia. Mistrz zaprojektował wiele plakatów, ale jego dorobek twórczy charakteryzuje raczej jakość niż ilość, artysta przebierał w propozycjach, decydował się na takie, które go czymś zafascynowały, lubił pracować dla teatrów, szczególnie dla „Dramatycznego". Wśród prac Tomaszewskiego znalazła się również zabawna kompozycja z figurą kota, afisz reklamujący XIII Międzynarodowe Biennale Plakatu w Warszawie w 1990 roku. Dlaczego znakomity „poetograf", jak nazwał mistrza Jan Młodożeniec, wybrał na symbol Biennale kota? Tomaszewski niczego nie robił przypadkowo, spontaniczność zawsze kontrolował, ani jego myśl, ani jego ręka nie zbaczała poza planowany tor na milimetr, jego wiedza o znakach również była wyjątkowo szeroka. Był znakoznawcą i znakotwórcą jednocześnie. Czy śmieszny, łaciaty kotek wśród zielonych gałązek został wybrany przez artystę na znak wiecznej młodości sztuki, jej niezależności i nieprzewidywalności? A może w zamyśle autora, słynącego z poczucia humoru, miał to być tylko żart graficzny, mądry żart - przecież kotek ma bardzo inteligentny, choć przewrotny „wyraz twarzy".
Powrót do: Czytelnia
Kot kustosza
- artykuły z
KOCICH SPRAW
Tekst artykułów
Alicja Szubert-Olszewska