Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

OD SŁOWA DO OBRAZU – cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 156 – PAŹDZIERNIK 2015

Tekst:
Alicja Szubert-Olszewska

Grafika i rysunek są bardziej „literackie” niż jakiekolwiek inne dziedziny twórczości. Sztuka graficzna i literatura są przecież bardzo sobie bliskie. Nic więc dziwnego, że często dochodzi do przekraczania granic w kręgu tych specjalności. Rysownicy czy malarze zaczynają pisać, literaci malować lub rysować. Jedni i drudzy rozszerzają granice artyzmu na inny obszar, wchodzą na nowe pole. Powszechnie znane są literackie dokonania Michała Anioła, Gauguina, Blake’a, Rossettiego, Wyspiańskiego, Witkacego. Tym artystom nie wystarczało rzeźbienie, malowanie czy rysowanie, niezbędne stało się budowanie pięknych struktur ze słów.

Droga, która prowadzi od plastyki do literatury, przemierzana bywa też w odwrotnym kierunku:
od słowa do obrazu. Ci, którzy żyją w świecie słów, czasem próbują zaistnieć w innym – w świecie linii, barw. Swoje przesłanie chcą wyrazić „pozaliterowo”, bardziej naocznie. Wielu literatów sięgało po pióro czy ołówek, ale nie tylko po to, żeby pisać, ale także po to, by rysować.

Puszkin namiętnie rysował swoje autoportrety, Kraszewski był niezłym pejzażystą („Pompea”), Lermontow malował miniatury, Baudelaire i Hugo rysowali konterfekty w konwencji humorystycznej, scenki militarne szkicował w listach Apollinaire, cykle satyryczno-rysunkowe przez wiele lat publikował Mrożek („Polska w obrazach”, „Postępowiec”). Wśród tych znakomitości znaleźli się również animaliści – William Thackeray wykonywał komiczne portrety konne, Taras Szewczenko na zesłaniu stworzył swój zakamuflowany autoportret znany jako „Kazachski chłopiec bawiący się z kotem”.

Utalentowanym animalistą był Norwid.
Cyprian Kamil Norwid w młodości uczył się malarstwa w Warszawie i we Florencji, nie były to jednak studia systematyczne. Przez całe niemal swoje życie rzeźbił, rytował, malował akwarele, ilustrował swoje utwory, potrafił świetnie skomponować strony książki. Najchętniej tworzył jednak rysunki-notatki, ledwie szkice, ale jakże umiejętne. Był też uzdolnionym portrecistą (sportretował Mickiewicza, Krasińskiego, Lelewela), karykaturzystą, rysował scenki rodzajowe, salonowe i zwierzęce. Wśród Norwidowej animalistyki, obok koni czy chartów, nie zabrakło kota. Poeta narysował ze swadą na niewielkim kawałku papieru portret podwójny kota Ramzesa (Ramsesa).
Rysunek plastycznie wyjątkowo urodziwy powstał w 1859 r., w drugim okresie paryskim.Norwid wówczas zarabiał na życie jako akwarelista i rytownik. Jego grafika w tym czasie spotkała
się z przychylnym przyjęciem przez krytykę paryską. Szkic podpisany Ramses (tusz, pióro, ołówek) nosi tytuł „Koty” i obecnie znajduje się w zbiorach Biblioteki Narodowej.

Norwid był mistrzem Zbigniewa Herberta i jego sprzymierzeńcem w sztuce. Łączyła obu poetów wiara w związek dobra i piękna, i wiara w sztukę.
Wielka wrażliwość na sztuki piękne charakterystyczna dla obu artystów w przypadku Herberta
nie przełożyła się jednak na jakiekolwiek profesjonalne studia. Był „natchnionym” historykiem sztuki, natomiast rysownikiem „niedzielnym”. Herbert miał jednak potrzebę ciągłych kreacji, lubił zaskakiwać siebie, objawiać się w nieoczekiwanych wcieleniach i sytuacjach. Miał też wielką potrzebę rysowania przejawiającą się między innymi w bogato zdobionych rysunkami dedykacjach dla przyjaciół, które zachowały się w wielu jego książkach, w „Panu Cogito”, „Raporcie z oblężonego miasta”, „Strunie światła”. Jako animalista zaistniał na swój swobodny i pełen szarmu sposób. W konwencji żartu plastycznego uwiecznił swego kota o francuskim imieniu Chou Chou. Poeta znakomicie „wyczuł” swego pupila w ruchu i charakterze, i doskonale przetransponował to na plastyczne środki wyrazu. Stała obserwacja i osobisty stosunek do modela dały oryginalny efekt artystyczny, choć nieobciążony przesadną powagą.
Wśród literatów rysujących koty warto wyróżnić Anglików. Koty rysowali z dużym zacięciem, a wręcz profesjonalnie, dwaj angielscy twórcy: Rudyard Kipling i Edward Lear.

Zacznijmy od noblisty Rudyarda Kiplinga (Nobel w 1907 r. w dziedzinie literatury). Nowelista, pisarz, poeta urodził się w 1865 r. w Bombaju, kształcił się w Anglii, a jako 17-letni młody człowiek wrócił do Indii i tam w latach 1882–1889 pracował jako dziennikarz. Jako poeta był mniej ceniony, prawdziwą popularność przyniosła mu twórczość dla dzieci i młodzieży. „Księgę dżungli” i „Drugą księgę dżungli” przeczytały z zachwytem niemal wszystkie dzieci na świecie. Książki Kiplinga oparte na motywach indyjskich wpisały się w powszechny wówczas kult egzotyki, przygody, były też w zgodzie z brytyjskim mitem imperialnym.
Kot Kiplinga jest jedną z wielu jego ilustracji, jakie wykonał do swojej książki „Just So Stories for
Little Children” opublikowanej przez wydawnictwo Macmilan & Company w 1902 r., a w Polsce w 1903 r. pod tytułem „Takie sobie bajeczki”. Kipling umiał ilustrować w sposób bardzo fachowy swoje utwory. Grafika wyobraża „Kota, który chodził własnymi drogami” („The Cat That Walked by Himself”). Widzimy go tam samotnie wędrującego jesienną, chyba, aleją. Umiejętnie pokazana perspektywa, którą buduje siatka gałęzi bezlistnych drzew, każe uznać Kiplinga za sprawnego warsztatowo grafika. Ilustracja sugeruje nastrój poważny, nieco nostalgiczny.

Edward Lear,
starszy od Kiplinga o 43 lata, był autorem pogodnych wierszyków i najpopularniejszym twórcą limeryków. Limeryki wymyślono w irlandzkim mieście Limerick dla urozmaicenia spotkań towarzyskich. Te pięciowersowe epigramaty najczęściej rozpoczynały się od nazwy jakiejś miejscowości. Lear był mistrzem w tworzeniu tych literackich igraszek, groteskowych, pełnych absurdalnego humoru. Sam siebie w swojej żartobliwej autobiografii opisał tak:
„Jak miło jest znać Pana Leara,
Co tyle nabazgrał bazgranin!
Niektórzy go cenią nad wyraz –
Niektórzy zaś mają go za nic”
I dalej:
„Przyjaciół przeróżnych ma wielu,
figurę jak globus, pstry włos,
straszliwie pomięty kapelusz
i kota ma imieniem Foss”.
Ale to nie kot Foss został uwieczniony na rysunku pochodzącym z „Dziecięcego alfabetu nonsensu” autorstwa Leara, ale śliczna kotka, która anonsuje „C”. Czarująca Pussy Cat ma szeroko otwarte oczy, żeby nie powiedzieć wytrzeszczone, jest pasiasta jak tygrys, a ogon ma nieco oberwany. Po prostu przemiła tłuścioszka. Można ją oglądać, obok innych kocich wizerunków, których zgromadzono tam całe mnóstwo, w Victoria & Albert Museum.