Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

STREET ART POD ZNAKIEM KOTA

Tekst: Alicja Szubert-Olszewska

Kiedy Le Corbusier na początku ubiegłego wieku głosił konieczność
wyeliminowania z budownictwa miejskiego jakichkolwiek ornamentów i dekoracji plastycznych na rzecz funkcjonalnych, inżynierskich rozwiązań, w najśmielszych swoich wyobrażeniach nie mógł przypuszczać, że mniej więcej za pół wieku armia chłopaków uzbrojona w spraye i puszki z farbami pokryje blokowiska – budowane wedle jego zaleceń – najdzikszymi wzorami, znakami i liternictwem.

Ornament i dekoracja malarska wróciły więc na ulice, ale nie za sprawą akademickich artystów, a za sprawą nastolatków ze slumsów i blokowisk, którzy choć nie stykali się ze sztuką w swoich rodzinnych domach, nie kończyli szkół plastycznych, kochali malować. Miłość do malowania (tworzenia graffiti) uprawiali nielegalnie, nocami, na własne zamówienie i na własny koszt.

 Nielegalne malowanie, tworzenie znaków graficznych, napisów ma u podstaw gest pierwotny, łączy się z potrzebą zaznaczenia swojej obecności na świecie. Graffiti tworzono już w antycznym Rzymie i w Pompei, jednak sztuka ta nigdy nie objawiła się w tak ogromnej skali i w takiej rozmaitości, jak to ma miejsce obecnie. Sztuka ulicy powstała jako alternatywa dla mainstreamu. Wyrosła z niezależności, jako działalność niereglamentowana przez kastę upoważnioną do właściwej (jedynie słusznej) egzegezy, przez kuratorów, krytyków, komisarzy. Street art ma swoich wrogów i adherentów. Opinie są skrajne – jedni twierdzą, że to tylko wandalizm, inni, że to gigantyczny zastrzyk energii i inspiracja dla sztuki akademickiej. Wśród street-artystów pojawia się zresztą coraz więcej twórców profesjonalnych, po studiach plastycznych. Street art trafia nawet do muzeów, np. do Tate Gallery w Londynie, zainteresował się nią również rynek sztuki i krytycy. Ściany miast, od Nowego Jorku, poprzez Londyn, Paryż, Berlin, aż po Tokio, stały się wielką, barwną księgą pełną znaczeń. Są w niej wulgaryzmy i poezja, piękno i kicz, przemoc i seks, polityka i religia.

Czy w tej szalonej księdze znalazły się strony-ściany poświęcone kotom?
Trochę kocich motywów można w niej wypatrzeć.

(...)

Obok techniki szablonu wielką popularność w przestrzeni miejskiej zyskała „vlepka”, najpierw malutka, kilku centymetrowa, z krótkim komunikatem tekstowo-obrazkowym. Wlepki widywało się w tramwajach, w przejściach podziemnych, na przystankach. Dziś „vlepki” pod względem technicznym i formatowym ogranicza jedynie budżet artysty, są wielobarwne, osiągają nawet wielkość plakatu AO.
Od pewnego czasu w różnych miejscach stolicy spotyka się średniej wielkości „vlepkę” wyobrażającą dziwną postać, kota-poetę imieniem Gdziuk.

(...)

Wspomnienie o Kocie Gdziuku będzie można przeczytać w październikowym numerze KOCICH SPRAW.



Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY Nr 140 – Czerwiec 2014