Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

KOTY MARYNARZE – EPOKA ATOMU CZ.4 - cały tekst

KOCIE SPRAWY NR 138 – KWIECIEŃ 2014

Tekst:
Sławomir Lipiecki
Zdjęcia: NATIONAL ARCHIVES

Uszkodzenia pancernika USS „New Mexico” po raz kolejny okazały się niewielkie, a naprawę można było przeprowadzić na miejscu, tj. w rejonie operacyjnym.
Okręt przeszedł w tym celu na Leyte, gdzie cumując „na beczkach” burta w burtę z pancernikiem USS „Pennsylvania” (BB-38), dokonano pośpiesznego remontu. Wówczas doszło także do transferu kota Saipana na „Pennsylvanię”. Jego wojenna kariera pomału zbliżała się jednak do końca.

 „Lucky Puss” i USS „Pennsylvania”
Na pokładzie USS „Pennsylvania” kot Saipan czuł się zapewne jak w domu, tj. jak na swoim poprzednim okręcie. Z powodu konstrukcji kadłuba i rozplanowania pomieszczeń pancernik był bowiem bardzo podobny (praktycznie identyczny) do niemal siostrzanego USS „New Mexico”. Nieszczęsny kot nie miał jednak okazji na dobre zintegrować się z załogą, gdyż jego pancernik miało wkrótce opuścić wojenne szczęście...

Cumując nieopodal Buckner Bay na Okinawie (obok pancernika USS „Tennessee” BB-43), 24 lipca 1945 r. okręt został zaatakowany przez jakimś cudem niewykryty, nadlatujący od strony lądu pojedynczy japoński samolot torpedowy. Nim ktokolwiek zorientował się w niebezpieczeństwie, torpeda została zwolniona i pomknęła w stronę rufy „Pennsylvanii”. To co nastąpiło, można z powodzeniem uznać za najbardziej pechowe trafienie torpedą, jakie tylko można sobie wyobrazić – głowica o ekwiwalencie niemal pół tony TNT eksplodowała (niekontaktowo) bezpośrednio pod dnem okrętu na wysokości śrub
napędowych i steru. W wyniku wybuchu (spotęgowanego ciśnieniem będącym wypadkową bliskości dna zatoki) pancernik odniósł bardzo ciężkie uszkodzenia, a przede wszystkim aż trzy z czterech śrub napędowych nie nadawały się do użytku. Dwudziestu ludzi straciło życie, a dwunastu kolejnych odniosło rany (w tym kontradmirał J.B. Oldendorf) – kot Saipan wyszedł z tej przykrej przygody tym razem bez szwanku. Z wielkim trudem udało się opanować napływ wody i przegłębienie na rufę. Okręt na tylko jednej sprawnej śrubie dowlókł się do doku - bazy w Apra Harbor na Guam, gdzie dokonano prowizorycznych napraw.Pancernik dotarł ostatecznie do stoczni Puget Sound Navy Yard dopiero 24 października 1945 r. Tam rozpoczęto jego naprawę, a przy okazji wymieniono radar artyleryjski Mk 8 Mod. 3 na Mk 13. Prace zostały jednak wstrzymane, gdy podjęto decyzję, że okręt nie wejdzie ponownie do służby, a zostanie
przeznaczony jako cel do testowania broni nuklearnej na Atolu Bikini (Operacja Cross-roads, która ostatecznie odbyła się w lipcu 1946 roku).

Kot epoki atomu

Saipan towarzyszył tzw. szkieletowej załodze USS „Pennsylvania” w przygotowaniu okrętu do dwóch testów nuklearnych, określonych kryptonimami „Able” i „Baker”. Jak się później okazało, stał się także jednym z pierwszych kotów, które na własne oczy obserwowały kontrolowane wybuchy nuklearne. Załoga „Pennsylvanii” zakwaterowała w różnych pomieszczeniach pancernika 10 kóz i 10 świń oraz trochę gryzoni (głównie szczurów). Po czym okręt opuszczono w oczekiwaniu na testy.

Przeznaczone na „króliki doświadczalne” pancerniki po raz kolejny jednak „zagrały na nosie”
wszelkim entuzjastom tzw. „cudownych broni”.
Nie dość, że uszkodzenia odniesione bezpośrednio na skutek obu wybuchów nuklearnych były niewielkie bądź śladowe, to okazało się, że dla tych okrętów nawet opad i promieniowanie nie są zagrożeniem. Pierwszego dnia (po próbie „Baker”) promieniowanie na USS „Pennsylvania” (pod pokładem górnym) wynosiło zaledwie 20 rentgenów na dobę, po czym spadło do zera (po dekontaminacji). Lekkiemu napromieniowaniu uległy zwierzęta przebywające jedynie w wieżach artylerii głównej, przy czym dawki na ogół nie były śmiertelne. Niestety, zwierzęta przebywające na innych jednostkach (m.in. lotniskowcach i niszczycielach) nie miały tyle szczęścia. W większości wypadków zginęły na miejscu bądź umierały w mękach na skutek silnego promieniowania.

Po zakończonych testach nuklearnych sterany wojennym życiem Saipan zamiast zaznać spokoju w czyimś prywatnym mieszkaniu tudzież w Domu Weterana, otrzymał kolejny przydział – niewielki niszczyciel eskortowy USS „Walton” (DE-361). Kot miał jednak ewidentnie dość służby na morzu i zaledwie po kilku dniach pobytu na pokładzie niszczyciela zwyczajnie uciekł. Widziano go jeszcze kilkakrotnie w porcie, ale podobno do ludzi już się nie zbliżał. Być może wpływ na jego zachowanie miały przeżycia związane z testami nuklearnymi, tudzież – co bardziej prawdopodobne – niezdrowe relacje panujące na pokładzie USS „Walton” (szerzej tę kwestię poruszę w kolejnym artykule).

Wątpliwości zamiast puenty
Historia kota Saipana pełna jest niejasności i kontrowersji. Zastanawiającą sprawą jest choćby tak wielka chęć przeniesienia go na inny okręt (oficjalnie z powodu służącego już na USS „New Mexico” kota Kwajalein), podczas gdy na wielu innych, często wielokrotnie mniejszych jednostkach, z powodzeniem służyły dwa i więcej koty. Zagadkową kwestią jest sam udział kota w programie nuklearnym na Atolu Bikini. Dlaczego załoga (szkieletowa już wówczas) przeznaczonego „na stracenie” pancernika USS „Pennsylvania” ciągała ze sobą kota okrętowego i to w miejsce kaźni innych zwierząt? Nie ma także pewności co do późniejszych losów Saipana, zaś bezpośredniej przyczyny jego ucieczki z USS „Walton” (jeszcze przed formalnym zaokrętowaniem!) możemy się tyko domyślać...

Cdn.