Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

KOTY MARYNARZE – EPOKA ATOMU CZ.2 – cały tekst

FELIDAE NA MORZACH I OCEANACH
KOCIE SPRAWY Nr 133 Listopad 2013

Tekst:
Sławomir Lipiecki
Zdjęcia:
NATIONAL ARCHIVES

W poprzedniej części opisałem, w jaki to niezwykły sposób kot Saipan znalazł się na pokładzie amerykańskiego okrętu liniowego USS „New Mexico” (BB-40).
Trzeba przyznać, że w drugiej fazie wojny na Pacyfiku pancernik ten należał do jednych z najbardziej „zapracowanych” okrętów US Navy. Był dosłownie wszędzie, gdzie tylko coś istotnego się działo. Nic dziwnego, należał w końcu do najpotężniejszych maszyn wojennych, jakie kiedykolwiek wybudowano!
Z jego górnych pokładów i nadbudówki pomostu nawigacyjnego oraz GSD oba koty okrętowe – Kwajalein i Saipan – miały niepowtarzalną okazję zobaczyć na własne oczy jedne z największych bitew i operacji morskich minionej wojny, a jak się później miało okazać, także... pierwsze kontrolowane próby nuklearne.

„Fighting cats”
Tuż po inwazji na Saipan i przyjęciu na pokład tamtejszego kota, USS „New Mexico” natychmiast został wysłany do kolejnej operacji morskiej.
1 lutego 1944 r. celem jego olbrzymich i nowoczesnych armat Mk 11/50 kal. 356 mm stały się obiekty wojskowe na wyspie Ebeye, położonej w archipelagu Wysp Marshalla. Zaledwie 19 dni później okręt ostrzelał i – dosłownie – zrównał z ziemią miasto Wotje, gdzie stacjonował japoński garnizon wojskowy. Nie był to koniec operacji, bowiem już 20 marca 1944 r. USS „New Mexico” unicestwił kolejne miasto – tym razem było to Kavieng na Nowej Irlandii. O intensywności ostrzału świadczy fakt zużycia przez okręt aż 1000 sztuk samych tylko pocisków kalibru 356 mm w wersji HC/HE (odłamkowo-burzące).
Po tak intensywnych działaniach operacyjnych Dowództwo Floty postanowiło dać załodze pancernika choć odrobinę wytchnienia. W związku z tym okręt na kilka dni przeszedł do Australii, stacjonując w Sydney. Dla zwiedzających niewątpliwą atrakcją były oba koty okrętowe, które już wówczas zyskały sobie niezwykle bojowy przydomek „fighting cats”, czyli dosłownie – walczące koty. O ile bowiem Kwajalein początkowo był niechętny wszelkim operacjom okrętu o podłożu militarnym, to odratowany Saipan nic sobie nie robił z nieopisanego huku ciężkiej artylerii okrętowej oraz jazgotu małokalibrowych armat przeciwlotniczych. To najprawdopodobniej pod jego wpływem wkrótce także Kwajalein nabrał pewności siebie i odwagi. Ostatecznie oba koty, niczym w narkotycznym amoku, obserwowały spektakl gigantycznych fajerwerków, jakie fundował im ich okręt.
Po krótkim pobycie w Sydney pancernik zaatakował Saipan (14–15 czerwca) i Guam (16 czerwca).
Oprócz działań typowo ofensywnych, okręt wykonywał także zadania eskortowe, w tym m.in. ochraniał morskie linie komunikacyjne o strategicznym znaczeniu (co notabene jest najważniejszym zadaniem podczas każdej wojny – staczanie bitew to tylko wypadkowa tych działań, a nie cel zasadniczy). 18 czerwca dwukrotnie z wielkim powodzeniem odpierał zmasowane ataki wrogiego lotnictwa (zestrzeliwując przy okazji kilka samolotów). Następnie pancernik eskortował konwoje do Eniwetok, a 9 lipca przez trzy dni osłaniał lekkie lotniskowce. Później ostrzeliwał Guam przed operacją desantową 21–30 lipca 1944 r.
Po krótkim pobycie na przeglądzie technicznym w Bremerton pancernik wziął udział w kilku kolejnych operacjach na Pacyfiku, w tym przede wszystkim w największej bitwie powietrzno-morskiej w historii ludzkości – Drugiej Bitwie na Morzu Filipińskim wraz z inwazją na Leyte.
Następną akcją, w której wziął udział (oczywiście z obydwoma kotami na pokładzie), była inwazja na Luzon. Dużym zagrożeniem dla tej operacji były stałe ataki samolotów pilotowanych przez pilotów-samobójców, zwanych kamikaze („Boski wiatr”).
Jak znosiły tę nieustanną walkę koty okrętowe? Można jedynie zgadywać. Z relacji amerykańskich marynarzy oraz – przede wszystkim – dowódcy okrętu, komandora Roberta W. Fleminga, można wywnioskować, że kociaki nie tylko przyzwyczaiły się do twardego, wojennego życia na morzu, ale nawet je polubiły. Od skrajnej odwagi, tudzież nadmiernej ciekawości, tylko krok jednak do brawury, która bywa zgub na w skutkach…
6 stycznia 1945 r. pancernik wziął udział w ciężkim bombardowaniu instalacji wojskowych i umocnień na Luzonie, zużywając podczas tej operacji niemal 3000 pocisków z samej tylko artylerii głównej kal. 356 mm! Można zaryzykować stwierdzenie, że w wyniku amerykańskiego ostrzału wyspa zamieniła się w jeden wielki krater w ziemi, wypełniony pojedynczymi, wypalonymi „kikutami”, które wcześniej były drzewami. Całą akcję obserwował z otwartego pomostu nawigacyjnego kot Saipan, sporo przy tym ryzykując, podobnie zresztą jak większość amerykańskich oficerów, nie spodziewających się przykrej niespodzianki, jaka miała spotkać ich okręt. Tego samego bowiem dnia w otwarty pomost nawigacyjny pancernika uderzył uzbrojony w ciężką bombę samolot pilotowany przez kamikaze. Nie wiadomo dlaczego żaden z radarów obserwacyjnych pancernika nie wykrył wrogiej maszyny oraz dlaczego ani jeden z mikrofalowych radarów artyleryjskich nie uchwycił celu.
Dość powiedzieć, że do samolotu nie otworzyło ognia ani jedno stanowisko przeciwlotnicze!
W wyniku uderzenia i eksplozji sam okręt nie odniósł praktycznie żadnych szkód i uczestniczył nadal w walce, jednak straty w ludziach były ogromne. Na miejscu zginął dowódca okrętu oraz towarzyszący mu brytyjski generał Herbert Lumsden (osobisty wysłannik Winstona Churchilla, działający przy generale MacArthurze).
Zginęło także 29 innych członków załogi i aż 87 dalszych zostało rannych, w tym brytyjski wiceadmirał Bruce Fraser (jego adiutant został zabity).
Kota Saipana podmuch eksplozji z impetem cisnął o grubą na ponad 40 cm ścianę pancernego GSD, w którym tak naprawdę on i cała kadra dowódcza okrętu powinni byli się znajdować (…)
Cdn
.


Sławomir Lipiecki – analityk wojskowy, doktorant Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni, technik-projektant, grafik i publicysta morski. W wolnej chwili gitarzysta (blues, hard rock, metal). Od dziecka wielki miłośnik kotów (szczególnie dzikich).
Autor i administrator:
www.warships.com.pl