Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

BIBLIOTEKA, CO KOTEM SŁYNĘŁA – cały tekst


KOCIE SPRAWY NR 149 – MARZEC 2015

Tekst: Zofia Hrdina-Górska

Nie pamiętam dokładnie, czy o jego istnieniu dowiedziałam się z prasy, czy też dzięki wystawie dokumentującej dorobek bibliotek poleskich. Wiem natomiast, że jego wspaniała historia bardzo mnie wzruszyła i głęboko zapadła
w pamięć.
Niuniek, Kiciuś, Misiaczek, tak m.in. zwracali się czytelnicy do swojego rezydenta, biało-czarnego kota, który pewnego dnia przekroczył próg biblioteki w Miejskiej Bibliotece Publicznej przy ul. Wileńskiej na łódzkim Karolewie,
i w niej postanowił pozostać na długie lata swego kociego życia. Podobno przyszedł, położył się i po prostu został. Był już wtedy dorosłym kotem, słusznej kociej postury, świadomy podjętej decyzji. Biblioteka miała stać się jego domem. Chyba od razu przeczuł, że zostanie ulubieńcem wszystkich czytelników. Tak też się wkrótce stało. Towarzyski pieszczoch, gdy tylko na dobre się zadomowił, swoim oddaniem i miłością obdarowywał po równo prawie wszystkich. Wiedział jednak, że do niektórych osób można się mocno przytulić, ale za to innym, tak dla bezpieczeństwa, należy lepiej schodzić z drogi.
– Mamo, kotek! – takim okrzykiem witały Niuńka dzieci przychodzące z rodzicami.
Przy okazji odwiedzin maluchy szczodrze obdarowywały go duuużą porcją głasków, a nawet próbowały dawać mu buziaczki. Kocur uwielbiał te  czułości.
Nadstawiał łebek i grzbiet do głaskania. Jednak gdy miał już tych pieszczot dość, czmychał w niedostępne dla wszystkich miejsce. Lubił swój wielki dom i jego wyposażenie. Doceniał, że ma dwie miski, koszyk do spania oraz kuwetę. Niczego mu nie brakowało. Całymi dniami wylegiwał się w promykach słońca na dużym biurku. Kładł się też z upodobaniem na komputerze bądź na półkach i z lubością spoglądał na swoje królestwo, czyli piękny, bogaty księgozbiór. Zerkał też na czytelników gromadzących się przy półkach lub siedzących i przeglądających prasę w czytelni.
Któregoś dnia jednej ze stałych czytelniczek podczas wybierania książki zrobiło się słabo. Usiadła
na krześle,
a Niuniek natychmiast wskoczył jej na kolana, przytulił się i zasnął. Wiadomo – koci
terapeuta potrafi zdziałać cuda.
Kot uwielbiał też obserwować świat zza szyby. Układał się na parapecie okiennym i patrzył, co
też dzieje się ciekawego na osiedlu. Ten świat był mu bliski, ponieważ Niuniek od początku był kotem wychodzącym. Rościł więc sobie prawo do samodzielnych, długich spacerów po okolicy.
Odwiedzał chętnie osiedlowe sklepiki, różne punkty usługowe. Wszyscy go znali i wiedzieli, że jest „tym kotem
z biblioteki”. Ze spacerów wracał do swojego domu z punktualnością szwajcarskiego zegarka. Skąd wiedział, że pora wracać, bo zbliża się godzina zamknięcia placówki?
Pozostanie to jego tajemnicą.
Któregoś dnia Niuniek jednak nie wrócił na czas.
Zaginął! Przepadł bez wieści! Nie było go przez cztery tygodnie.
W bibliotece zapanował smutek.
Czytelnicy nie wyobrażali sobie, że miałby już nie wrócić. Jakaż wielka ulga i radość zapanowała w placówce, gdy któregoś dnia kot się odnalazł!
Niuńka przyprowadziła do biblioteki czytelniczka, która znalazła go w pobliskich krzakach. Siedział tam i nie wiedział, co ma ze sobą począć. Prawdopodobnie ktoś uznał, że sympatyczny, dobrze ułożony kotek będzie miłym członkiem rodziny. Być może nie sprawdził się i został wyrzucony z powrotem? Tego Niuniek nie wyjawił.
Szczęśliwy powrót kota wszyscy przyjęli z ulgą.
Najbardziej jednak cieszyła się Melania, suczka, która bardzo lubiła towarzystwo swego czworonożnego kompana. Zwierzęta przyjaźniły się od zawsze. Gdy Melania przychodziła ze swoją opiekunką do biblioteki, zawsze próbowała ułożyć się w koszyku kota lub zwyczajnie prowokowała go do zabawy. Nigdy nie gniewała się, gdy ten od czasu do czasu potrafił pacnąć jąłapką. A trzeba wiedzieć, że do biblioteki, którą Niuniek obrał na swój dom, miały wstęp wszystkie zwierzęta. Wielu jej czytelników przyprowadzało do niej swoje pieski, a niektórzy nawet szczury czy oswojone myszki. Za tymi ostatnimi kot nie przepadał i traktował je z wielkim dystansem.
Tak mijały lata z Niuńkiem w bibliotece. Nosiłam się z zamiarem poznania osobiście tego nadzwyczajnego kota. Jednak zawsze coś mi stawało na drodze. Któregoś dnia przeglądając wpisy na blogach bibliotek poleskich natrafiłam na bardzo smutną wiadomość, z której dowiedziałam się, że Niuniek odszedł za Tęczowy Most.
Pod koniec swego długiego życia zaczął podupadać na zdrowiu. Tracił apetyt, więcej spał. Na spacery wychodził niechętnie, jeżeli już, to na bardzo krótko. Wszyscy domyślali się, że nadchodzi to nieuchronne, ostatnie pożegnanie.
Niuniek odszedł w sierpniu 2011 roku po piętnastu latach rezydowania w bibliotece. Przez ten
długi czas zyskał sobie wiernych przyjaciół wśród czytelników i mieszkańców osiedla. Był dla nich tym jedynym, niepowtarzalnym, kochanym.
Drugiego takiego Niuńka już nie będzie.