Zadzwoń do nas: (22) 844 19 84 / (22) 844 80 77 / 665 777 244 Email: kociesprawy@kociesprawy.pl

Nie masz jeszcze prenumeraty naszego magazynu?  Zamów

Miaucząca gałąź marketingu

Tekst Mikołaj Kołyszko 
opracowanie Julita Jaske na podstawie artykułu na portalu Marketing przy kawie
www.marketing-news.pl

Stroją dziwne miny, czają się, psocą, bawią się, czasem niszczą wszystko dookoła, a jednocześnie są symbolem słodyczy i ciepła domowego. Najciekawsze jest to, że nawet jeśli niektórzy ludzie za nimi nie przepadają – i tak chętnie oglądają je w akcji. Ich mrukliwy potencjał już niejednokrotnie wykorzystywano w reklamie. Koty podbijają Internet.

 Zacząć należałoby ab origine, czyli – jak zawsze od forum 4chan. To tam narodził się w 2005 roku fenomen Lolcats – zabawnych zdjęć z kotami, okraszonych ułomnymi angielskimi podpisami. W czerwcu 2007 roku opublikowano w Sieci klip z kotem ubranym w niebieską koszulę, którego opiekun zmusił (dosłownie, ponieważ uczynił z niego żywą pacynkę) do zagrania utworu na keyboardzie. Dotychczas nagranie obejrzało ponad 20 milionów widzów. Był to dobry powód do rozpoczęcia biznesu, skupiającego się na sprzedawaniu kubków i koszulek z podobizną „muzykalnego” kota.
Rok później opublikowano na YouTube film „Ninja cat”, na którym dachowiec skradał się do swojego opiekuna – nieruchomiał, gdy obiektyw kamery chował się za biurkiem, a przemieszczał się w jej stronę, gdy nie był obserwowany. Film rzeczywiście wywołuje uśmiech na twarzy widza (i pewną konsternację w ostatnim ujęciu), ale co było w nim tak magicznego, że do dziś obejrzało go prawie 28 milionów widzów z całego świata? Jeszcze bardziej zaskakuje film opublikowany wcześniej tego samego roku, w którym kot... z radością kąpie się w wannie. Widok niezwykły, ale jak to możliwe, że przyciągnął on uwagę prawie 29 milionów internautów? (Dla porównania: najczęściej oglądane nagranie w tym samym serwisie, opublikowane w roku 2006, a dotyczące najzuchwalszego ataku na cel cywilny w tym wieku – uderzenia samolotu w WTC, obejrzało prawie dziesięć milionów widzów mniej!).

Simon’s Cat z kolei jest mniej szalonym rysunkowym kotem, za to jego przygody od ponad czterech lat podbijają serca fanów. Twórca, Brytyjczyk Simon Tofield, oprócz daru obserwacji kocich zachowań ma zmysł do interesów. Postać kota pojawia się na kubkach, poduszkach, koszulkach i w książkach. Tak zresztą może stać się z każdą wyrazistą kocią postacią. O ile jednak kot Simona bawi nas kolejnymi historyjkami, wspomniane wcześniej koty miały to szczęście tylko jeden raz.

Czy na takich internetowych kotach można zarobić? Specjalistyczna agencja zajmująca się wyłącznie kotami w reklamie nie utrzymałaby się, ale twórcy najpopularniejszych sieciowych hitów (poza kotem kochającym wodę) zarabiają na ich popularności. Można kupić gadżety z kotem grającym na keyboardzie, Ninja Cat zaś reklamuje stronę, na której eksponowane są reklamy z kocimi gadżetami.
 

Catvertising – nowy trend?

W listopadzie 2010 roku pojawił się w Internecie film promocyjny „nowej” agencji reklamowej, skupionej tylko na kreowaniu reklam z kotami w roli głównej – firmy John St.

Nie był to nowy pomysł, podobny film został opublikowany trzy miesiące wcześniej, promując „Kittywood” (koci odpowiednik Hollywood), które przypisywało sobie autorstwo większości internetowych hitów z kotami w roli głównej.
Oba projekty to żart twórców spotów: KittyWood nie istnieje, natomiast John St. nie zajmuje się wyłącznie kotami. Mimo to zdążyły wzbudzić spore zainteresowanie.

W Holandii z kolei istnieje agencja o nazwie Catvertise, która wypożycza zwierzęta domowe między innymi (o ile nie przede wszystkim) agencjom reklamowym, choć nie zajmuje się samym przygotowaniem kampanii. Holenderska wypożyczalnia znalazła się chyba najbliżej opisywanego tu catvertisingu, oferując zwierzęta przygotowane do występów przed kamerami. 

Spot, a w nim kot
Przykładem pierwszym z brzegu reklamy z kotami w roli głównej, nie skierowanej bezpośrednio do opiekunów kotów, może być reklama „Happy Inside”, która w 2010 roku promowała sieć Ikea. Wystąpiło w niej sto kotów umieszczonych w zamkniętym sklepie sieci. Dzięki temu nagrano przepiękny materiał, a obecność tych zwierząt sprawiła, że wnętrze sklepu zdawało się bardziej przytulne i... domowe.


Więcej przeczytasz w magazynie KOCIE SPRAWY 117-118 lipiec-sierpień 2012