Tekst Katarzyna Ryrych Caty
KOCIE SPRAWY - Nr 83 WRZESIEŃ 2009
cz.2
Samica homara złowiona przy drugiej kwadrze księżyca
W parku rozpoczęło sezon kino letnie, czego domyśliłem się obserwując grupki młodych ludzi zmierzających po zmierzchu w stronę deptaka, a i Dziadkowi zdarzyło się nieraz wyjść wieczorową porą wraz z panią Dorotą, która pozostawiwszy na stole Feynmana Wykłady z Fizyki przykazywała Dexterowi, aby nie wyciągał zakładki.
Dexter, czego dowiedziałem się, mieszkając z nim rok pod wspólnym dachem, miał słabość do wąskich pasków papieru, które dla zabawy wyciągał spomiędzy kartek książek. W zasadzie nie chodziło mu o nic innego, jak tylko o wyciągnięcie owego paska i podarcie go na strzępki, od czego - jak przyznał kiedyś w chwili drobnej słabości - nie mógł się powstrzymać.
Ledwie za wychodzącymi zamknęły się drzwi, Dexter wstał, przeciągnął się i wolnym krokiem zbliżył się do stolika, na którym pani Dorota pozostawiła książkę. Zahaczył o wystający pasek pazurem, pociągnął i po chwili na dywanie leżały niby płatki śniegu drobne kawałki papieru.
Tetryk poruszył wąsami, wstrząsnął łapą i jak gdyby nigdy nic powrócił na fotel.
- Nihil novi - powiedziałem do siebie i zaproponowałem Dexterowi mały spacer w stronę plaży.
Ponieważ odmówił, postanowiłem, że udam się na samotną przechadzkę, i sprawdziwszy, czy nie zostało coś na dnie miski, wyszedłem z domu.
Wieczór był ciepły, pełen tajemniczych szeptów i szelestów, na niebie połyskiwał srebrno księżyc, słowem świat zapraszał, roztaczając przede mną całe swoje piękno.
Piękno owo dostrzegłem, wkraczając w wiek stateczny, aby nie powiedzieć - starszy - i byłem tak wrażliwy na każdy jego przejaw, jak... porównanie, które mi się nasunęło nie było szczególnie subtelne, ale za to trafne - jak Dexter na najlżejsze skrzypnięcie drzwiczek lodówki.
Szedłem zatem przed siebie pogrążony w zadumie, od czasu do czasu zatrzymując się z uchylonym pyszczkiem.
Z przyjemnością przystanąłem na środku żwirowanej alejki, którą oświetlała jedna ze stylizowanych na staroć latarni, i wciągnąłem w płuca zapach jakichś kwitnących krzewów. Był tak silny, że aż zakręciło mnie w nosie i kilka razy kichnąłem.
- Będzie jutro pogoda - uśmiechnęła się przechodząca obok starsza pani, a ludzka wiara w przesądy zdumiała mnie po raz kolejny... choć prawdę mówiąc, w kolorze futra mego współmieszkańca było coś, co przyciągało Niespodziewane Zdarzenia z podobną siłą, z jaką magnes przyciąga żelazne opiłki... Minąłem ukryty za gąszczem bzów dom doktora, gdzie w jasnej plamie okna niby wycięta z papieru sylwetka rysował się elegancki profil Daisy. Piękna syjamka siedziała nieruchomo, kontemplując piękno majowej nocy, absolutnie głucha na płynące z głębi parku nawoływanie.
Uśmiechnąłem się, wspominając swe pierwsze spotkanie z ulubienicą doktora, i potruchtałem dalej.
Pod „Kotem Filozofem" siedziało jeszcze kilkoro gości pochylonych nad szachownicami, płomyki świec porozstawianych na malutkich stolikach delikatnie chwiały się na wietrze, a z otwartego okna kawiarni płynęła cicha muzyka.
Zatrzymałem się przy bramce i przymknąłem oczy, przywołując przygody minionego lata, z których wszystkie związane były z tym miejscem. Moje wspomnienia były tak intensywne, że prawie poczułem zapach naftaliny.
Kichnąłem głośno, a obrazy rozprysły się niby mydlana bańka.
Jednak - ku memu zdziwieniu - zapach nadal błąkał się dokoła mnie.
Otrząsnąłem się, przywołując na pomoc niezawodną logikę, która zaraz przypomniała mi, że z końcem ubiegłego lata Ciotki znikły z krajobrazu miasta i, prawdę powiedziawszy, nie znalazłem żadnego, ale to żadnego powodu, dla którego miałyby ponownie się w nim pojawić...
Morze było już tak blisko, że słyszałem jego szum, a powietrze zaczynało mieć słony smak. Pomyślałem, że jeszcze tylko szpaler sosen i zacznie się szeroki, piaszczysty trakt wiodący ku brzegowi, od którego daleko w głąb morza wybiegało stare, pachnące morską wodą i butwiejącymi wodorostami molo.
Zatrzymałem się na jedną małą chwilę, rozkoszując się balsamiczną wonią sosen, i zamarłem. Wprost przede mną, o jakieś kilkanaście kroków, siedział olbrzymi kot. Był opalizujący biały, nieruchomy, a jego oczy żarzyły się niby dwa zielone płomyki.
Poczułem, jak mimo woli futro unosi się na moim grzbiecie, a niezawodny instynkt ustawia mnie bokiem do obcego.
Bezgłośnie otworzyłem pysk, ale nawet ostrzegawcze syknięcie nie wytrąciło nieznajomego z równowagi.
Zbliżyłem się ostrożnie, na sztywnych nogach, w każdej chwili gotów uskoczyć - lub ruszyć do ataku, ale kot nawet nie drgnął. Jego uniesiona łapa także nie zadrżała i pomyślałem, że oto mam przed sobą przeciwnika o ile nie z piekła rodem, to w jakiś inny sposób spokrewnionego z królestwem siarki i smoły...
Wciągnąłem smugę powietrza, ale oprócz zapachu plaży nie przyniosła ze sobą żadnej nowej woni.
Zielone ślepia beznamiętnie wpatrywały się we mnie i nagle zdałem sobie sprawę, że obcy kot jest figurką, którą ktoś ustawił przy wejściu na plażę w sobie tylko wiadomym celu. Obszedłem figurkę dokoła, obwąchując starannie zakopany w piasku cokolik.
- Tu ne quaesieris, scire nefas... - cytat z Horacjusza obił się echem w głębi mojej głowy.
Figurka, rzecz jasna, nie udzieliła mi żadnej odpowiedzi.
Stanąłem na tylne łapy i dopiero wtedy dostrzegłem namalowaną na szyi figurki obróżkę. Na obróżce zaś biegł rząd czarnych, krzaczastych znaków.
Przymknąłem oczy. Znaki były mi skądinąd znane, potrzebowałem jedynie chwili, by skojarzyć je z odpowiednim miejscem... Na pokładzie spacerowego statku szerokim łukiem omijającego najdalszy kraniec molo rozległa się seria głuchych detonacji i po chwili w powietrzu rozbłysły czerwone, żółte i fioletowe kwiaty.
Kiedy następna seria fajerwerków wystrzeliła w niebo, odpowiedź miałem gotową.
Znaki bez wątpienia były zaczerpnięte z chińskiego alfabetu i, najprawdopodobniej, nie tworzyły żadnej logicznej całości, bowiem w mieście nikt nie posługiwał się językiem Państwa Środka, jak określał Chiny doktor Zygmunt. Ja zaś wiedziałem to stąd, iż profesor namiętnie kupował potrawy egzotyczne, zaś szczególnym upodobaniem darzył chińszczyznę i niejednokrotnie, wraz z Dexterem wylizując papierowe tacki, zastanawialiśmy się, co też mogą oznaczać dziwaczne, do niczego niepodobne litery.
Znaczenia niektórych próbowaliśmy domyślić się po spożywanych potrawach - jednak zdania nasze były podzielone.
Kiedy w znaczku przedstawiającym coś w rodzaju zakratowanego okna, na którym ktoś pozostawił spiczastą czapkę, domyślałem się znaczenia „mała rybka prosto z sieci", Dexter z właściwym mu uporem, powołując się na teorię względności, dowodził, iż znak ten oznacza ni mniej, ni więcej „samicę homara złowioną przy drugiej kwadrze księżyca". Jeżeli byłem gotów uznać samicę homara - bowiem skojarzenie z morzem było równie ewidentne jak w moim przypadku - to nijak nie mogłem dowiedzieć się, dlaczego kwadra księżyca miała być drugą, a nie pierwszą, trzecią bądź czwartą.
A o tym, że wszelkie dyskusje z Dexterem są tyleż bezowocne, co męczące, przekonałem się na przykładzie karmicielki (patrz przygód kota filozofa część pierwsza).
Tak więc stałem na piasku ubitym za dnia setkami ludzkich stóp i przyglądałem się znaczkom na obroży wielkiego, białego kota, którego oczy świeciły w mroku jak dwa zielone ogniki.
- Widzę, że i ty się nabrałeś - rozległ się znajomy głos i w półmroku zaświeciły skarpetki Smarkacza.
- No cóż, jest bardzo realistyczny - odrzekłem i trąciłem nosem różowy nos przyjaciela.
Smarkacz uśmiechnął się.
- Napis według kota okrętowego jest chiński, ale popełniono pewien zasadniczy błąd.
Nastroszyłem wąsy i poruszyłem uszami. Smarkacz, któremu do niedawna parapety myliły się z tarapatami, konwencje z konsekwencjami, odkrył zasadniczy błąd... nie, to nie mogło pomieścić się nawet w mojej głowie...
- Otóż - ciągnął niezrażony Smarkacz - maneki neko, czyli kot powitalny, czyli ten rodzaj figurki pochodzi z Chin, nie z Japonii... mamy zatem do czynienia z kimś, kto nie ma zbyt wielkiego pojęcia o kulturze Wschodu.
Kultura Wschodu! Pomyślałem, że w tym momencie zrobiłem minę godną mego współmieszkańca, i nieco odwróciłem pysk.
- Hm - rzekłem z filozoficznym spokojem - kultura Wschodu... interesujące.
Smarkaczowi rozjarzyły się oczy.
- Drapać jedną łapą... jest to możliwe, nieprawdaż?
- Jest - odparłem zdecydowanie i krótko, bowiem nagle poczułem pod łapami pewny grunt. W życiu Wnuka był bowiem niegdyś okres, kiedy zadawał na pozór pozbawione sensu, lecz zmuszające do refleksji pytania, z których „czy można klaskać jedną ręką" powtarzało się często, rzec można obsesyjnie...
Wymieniliśmy ze Smarkaczem znaczące spojrzenia i ramię w ramię zeszliśmy na brzeg morza. Po plaży plątało się jeszcze dwu chłopców, wyposażonych w aparat do wykrywania metalu, przy pomocy którego, żerując na roztargnieniu plażowiczów, gromadzili fundusze na kolejny dzień w kafejce komputerowej.
Smarkacz obrzucił ich wzrokiem pełnym pogardy, bowiem jako kinoman pogardzał rozrywkami w rodzaju automatów do gier i komputerowych bijatyk.
Wykorzystując urok osobisty polegający na posiadaniu niewinnie różowego nosa, wkradł się nawet w łaski właściciela kina letniego i podczas gdy siedząca na drewnianych ławkach młodzież raczyła się nabytymi w pobliskiej trafice chipsami, delektował się porcją kocich chrupek trzymanych specjalnie dla niego w dużej, stojącej obok kasy puszce.
Rzecz jasna, Smarkacz jako kot, którego okres dorastania upłynął pod moim okiem, nigdy nie jadł w trakcie seansu, lecz przed lub po nim.
Przeszliśmy za plecami chłopców starannie przeliczających drobniaki i powoli poszliśmy w stronę spoczywających na piasku kutrów.
Na dziobie jednego z nich, w wyniosłej pozie złotej Bastet siedziała świadoma swego wdzięku Alex.
Ciąg dalszy przygód kota Philo w następnym numerze.
PIOTR PATYKIEWICZ
CATHERINE DAVIDSON
Jak dbać o kota? Poradnik
Wydawnictwo BELLONA
Dział wysyłki 22 457-03-06
www.bellona.pl
Cena: 29,00 zł […]
JAKE PAGE
EVA-MARIA GÖTZ
Mieszkamy z kotem
Wydawnictwo BELLONA
www.bellona.pl
Dział wysyłki: (22) 457-03-06
Cena: 12,90 zł […]
|
TEMPLE GRANDIN, CATHERINE JOHNSON
TEMPLE GRANDIN, CATHERINE JOHNSONBEATRIX POTTER
Powiastki Beatrix Potter
Wydawnictwo WILGA
www.wilga.com.pl
Cena: 99,99 zł […]
BEATRIX POTTER
Najpiękniejsze powiastki Beatrix Potter
Wydawnictwo WILGA
www.wilga.com.pl
Cena: 69,99 zł […]

URSZULA KOZŁOWSKA
Kot Filemon. Gdzie mieszkają zwierzęta
Kot Filemon. Uczymy się liczenia
Wydawnictwo WILGA
www.wilga.com.pl
Cena:16,99 zł […]
RENATE JONES
Koty. Kompedium wiedzy o kotach
Wydawnictwo Muza
www.muza.com.pl
Cena:59,90 zł […]